Hipokryzja

„Hipokryzja to wstydliwość łajdaka” – Demostenes

Na marginesie „afery podsłuchowej” rozkręconej ostatnio przez Wprost dopadła mnie potrzeba spojrzenia w lustro i odpowiedzi na pytanie: co tak naprawdę o tym sądzę? Chcę (i muszę) współpracować z urzędnikami i politykami różnych szczebli – z niektórymi nawet się przyjaźnię. Współpracuję i spotykam się także z innymi przedstawicielami „kręgów władzy”, „elit” czy jak to inaczej nazwać… – naukowcami, ludźmi mediów, artystami, księżmi… Moja refleksja jest taka, że w każdej grupie można znaleźć wyjątki ale generalnie – wszyscy jesteśmy ludźmi… i to do tego kiepsko wychowanymi. Jeśli o mnie chodzi, to ja chyba nawet poniżej średniej krajowej. Lubię bimber, głośne dyskusje, zainteresowanie kobiet, „świńskie” dowcipy… Klnę, bywa że nie mówię całej prawdy, ludzie mnie czasem zawodzą i radykalnie zmieniam o nich swoje zdanie, mam skłonności do autorytaryzmu i narzucania własnych poglądów… Tylko czy robi to ze mnie niekompetentnego idiotę? Czy to co w życiu udało mi się osiągnąć wzięło się z tego jaki jestem ZŁY czy z tego jaki jestem DOBRY?
Moim zdaniem to co różni ludzi w sposób, który rzeczywiście jest istotny, to nie to jacy są, tylko to w jak uczciwy i otwarty sposób potrafią patrzeć SAMI NA SIEBIE. Cham i prostak mnie nie razi (niektórych nawet lubię), do czasu do póki nie zabiera się za wystawianie radykalnych ocen innym, w zakresie taktu i wyrafinowania. Z tej perspektywy świat polskiej polityki jawi mi się w sposób szczególny. Otóż gdy w innych grupach hipokryzja jest oczywiście obecna, ale jednak postrzegana jak coś wstydliwego gdy kogoś na niej przyłapać, o tyle w polityce stała się w pełni akceptowalnym „narzędziem pracy”. Politycy uznali że wolno im łgać w żywe oczy i stwierdzenie, że pada gdy plują, jest tak samo oczywiste jak garnitur, który wkładają do roboty. Gorzej – my wyborcy uznaliśmy, że polityk i k…wa to nie zawód tylko charakter i nie ma już czego od nich oczekiwać!
I właśnie z tym pogodzić się nie mogę!
Nie oczekuję że politycy nie będą mieli tajemnic, że nie będą klnąć między sobą,  że nie będą małostkowi, że się przestaną łajdaczyć, czy pić kiedy czas po temu… Nie oczekuję świętych ani nawet dobrze wychowanych – bo  skąd ich wziąć po wymordowaniu elit w czasie wojny i pół wieku degradacji przez komunę! Oczekuję minimum INTELIGENCJI, KOMPETENCJI i DBANIA NIE TYLKO O SWOJE. A przede wszystkim oczekuję elementarnego wstydu i szczerego „przepraszam” gdy puszczą bąka w salonie, przyłapią ich z sekretarką w kiblu, albo mikrofony wyłapią rzucane przez nich „ch…je”. Jeśli bowiem nie będzie w nich takiego elementarnego wstydu w takich sytuacjach, to nic ich nie powstrzyma przed wyrachowanym okradaniem mnie w ramach władzy, którą dostają ode mnie w wyborach.
A na cito, w chwili w której to piszę, oczekuję od klasy politycznej: ciszej nad tą trumną, głowa niżej i popiołem po łbie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *