Powyborczy Bełchatów 2024 (cz. 2) – obywatele na drabinie.

Zapowiedziałem niedawno, że napiszę jak wyobrażam sobie aktywność obywatelską w mieście, w nowej rzeczywistości politycznej. W międzyczasie wyjaśniło się kto będzie Prezydentem Bełchatowa. W czasie, gdy to piszę, trwają zakulisowe gry, mające wyłonić koalicję w mieście i w powiecie. Pomyślałem sobie, że to dobry czas, aby cofnąć się o pół kroku i zanim padną recepty, uzmysłowić sobie, w co z nami Obywatelami gra Władza?

Nie wiem, jak wy, ale ja często odnoszę wrażenie, że jestem klasie politycznej potrzebny tylko po to, żeby udzielić im rytualnie mandatu do sprawowania władzy. Tymczasem demokracja to system zakładający, że to obywatele sprawują władzę – są suwerenem. Mogą to czynić bezpośrednio i pośrednio przez swoich przedstawicieli, np. Radnych. Mam poczucie, że moja podmiotowość ustaje w momencie wyborów, tak jak bym tracił prawa do bezpośredniego udziału w decydowaniu o własnych sprawach tylko dlatego, że są już moi (suwerena) pomazańcy.

Wybrana „Władza” zaczyna swoje gry z obywatelami mające na celu przekonanie tych drugich, że już „zrobili swoje i mogą odejść”. W tym celu pogrywa sobie z nami na różne sposoby, byle tylko nie wywiązywać się z szeroko deklarowanej otwartości na „dialog i porozumienia ze wszystkimi”.

Okazuje się, że są to mechanizmy obecne nie tylko w naszym mieście, ale we wszystkich demokracjach i po wszystkich stronach sceny politycznej.

Punktem wyjścia jest założenie, że demokratycznym elitom politycznym zależy na szerokim uczestnictwie (partycypacji) obywateli w życiu państwa, społeczeństwa i narodu. Okazuje się jednak, że ta partycypacja nie zawsze pasuje Władzy, czy to centralnej czy lokalnej. Stawia ją bowiem, przed oczywistą prawdą, że władza Władzy nie jest absolutna, a Obywatele, pomimo wyborów, zachowują swoje prawa do podejmowania decyzji. Mało tego – to ich(!) zdanie powinno się liczyć bardziej i nieustannie. Władza zaś, to nie tylko przywileje czy carte blanche na dowolne łajdactwo, ale także szeroka odpowiedzialność i konieczność stosowania określonych norm etycznych.
I tu otwiera się pole relacji już nie tylko pomiędzy różnymi frakcjami politycznymi, ale także pomiędzy Władzą a Obywatelami!

Różne Władze w rożnym stopniu uznają prawa Obywateli i w różnym stopniu chcą ich dopuścić do współdecydowaniu np. o Bełchatowie i jego przyszłości.

Opisała te zmagania, w połowie ubiegłego wieku, urzędniczka federalna Sherry Arnstein. To koncepcja znana szeroko wszystkim, którzy zajmują się polityką społeczną, w tym kapitałem społecznym. Rysując swoją drabinę partycypacji, opisała jej szczeble, pokazując, co jest tylko grą pozorów, a co rzeczywistym otwarciem ze strony władzy.

Rzućcie na nią okiem. Sami możecie ocenić, czy Władze w Bełchatowie traktują nas Mieszkańców i Mieszkanki serio, czy jedynie lecą sobie z nami w kulki, napieprzając się łopatkami w swojej polityczno-samorządowej piaskownicy?

Pierwsze dwa stopnie to nie partycypacja, tylko pogrywanie sobie z Obywatelami jak z bandą głupców.

Manipulacja

To szczebel, na którym Władza posługuje się chwytami w stylu „Nikt ci tyle nie da, co ja ci obiecam”! To świat gruszek na wierzbie, pieniędzy na tekturowych bonach, zapewniania, że władza samorządowa „uratuje kopalnię”, jak by miała w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia, że partyjni liderzy i partyjne marionetki są „bezpartyjni”… Z prostej uczciwości należy zaznaczyć, że niemała część suwerena chce być tak oszukiwana w imię swojego dobrego samopoczucia, czy intelektualnego lenistwa i wtedy wjeżdżają argumenty w stylu: wysoki, przystojny, elegancka, miła…

Terapia

To szczebel „ludzkiego paniska” dbającego o swoich „pańszczyźnianych”. „Powiedz mi, gdzie cię swędzi, a ja cię podrapię!” – i drapią, i leczą, i rozdają… Cóż, że nie ze swoich tylko publicznych pieniędzy? To nie „Prezydent i Rada Miasta”, to „Jan Kowalski (prezydent miasta)” zaprasza cię na Dni Bełchatowa. To Jan Kowalski zbudował drogę i przedszkole, ściągnął pieniądze, uratował szpital… Do czego nie przyłoży ręki – uleczy! Noszqrwa Kaszpirowski!

A ty obywatelu wykaż się aktywnością: przyjdź w godzinach audiencji -> grzecznie poproś -> poczekaj, ile trzeba -> odbierz -> podziękuj z wdzięcznością -> i uśmiechnij się do zdjęcia na profil miasta na Facebooku albo innym biuletynie gminy lub powiatu. A! Tylko żebyś nie zapomniał potem podlajkować i przed następnymi wyborami płot pomaluj, żeby baner na byle czym nie wisiał! Ten szczebel to najlepszy przepis na generowanie postaw roszczeniowych.

Kolejne trzy stopnie to tokenizm, czyli polityczne cwane gapy poklepią cię po plecach. To działania symboliczne i naskórkowe, mające pompować obywatelskie ego i tworzyć wrażenie równorzędnych relacji Władza – Obywatele.

Informowanie

Biuletyny, strony internetowe, relacje online z obrad różnych ciał, zaproszenia na obchody, ale tylko w charakterze publiczności itd., które skądinąd są bardzo ważnym elementem demokracji, zastępują całą resztę. My Władza mówimy ci, jak jest i jak będzie. A ty Obywatelu – SŁUCHAJ, żebyś potem nie mówił, że „w mieście nic się nie dzieje”!

Konsultacje

To szczególnie dwuznaczny, tokeniczny szczebel… Teoretycznie(!) daje ci szansę, aby się wypowiedzieć i ocenić planowane decyzje Władzy. A ponieważ konsultacje nie muszą być brane pod uwagę, to często nie dość, że nie zapewniają Obywatelom żadnej sprawczości, to jeszcze zabijają ich zaangażowanie, stawiając ich w sytuacji, gdy ich poświęcony czas i wysiłek okazuje się zupełnie bez znaczenia. Mam czasem wrażenie, że w niektórych Samorządach świadomie wykorzystuje się mechanizmy symulowanych konsultacji do uśmiercania partycypacji i tak w Polsce niezbyt żywotnej.

Figuranctwo

To szczebel, na którym Władza faktycznie słucha np. NGO, albo grup obywateli… ale tylko tych, co do których Władza „ma zaufanie” lub które są związane z Władzą „unią personalną” działaczy i liderów. W Bełchatowie łatwo to prześledzić, analizując kolejne „Programy współpracy z NGO”, powiązane z nimi kwoty i wspierane pozycje. To wygodny sposób „kooperowania” ze społeczeństwem obywatelskim – nie trzeba kłamać, manipulować, poganiać… Sami swoi, to i zrobią, co trzeba i zrobią to „po naszemu”. Do partycypacji faktycznie już niedaleko, ale to na tym szczeblu łatwo generuje się klientyzm, tworzy nepotyzm, dzieli i hierarchizuje społeczność lokalną…

Pozostają trzy szczeble faktycznej partycypacji, gdzie Władza z Obywatelami tworzą relacje prawdziwie demokratyczne.

Partnerstwo

Szczebel, na którym Obywatele z Władzą nie tylko dzielą prawa do podejmowanych bieżących decyzji, ale także odpowiedzialność za ich skutki. Uczciwie trzeba powiedzieć, że Polska nie jest krajem nadmiernie aktywnych Obywatelek i Obywateli. Zbyt często wygodniej jest nam narzekać na Władzę z pozycji kanapowych krytyków. Metodyka partnerstw wielosektorowych jest dość rozległa, ale tam, gdzie jest stosowana zgodnie ze sztuką, zawsze daje wzrost partycypacji społecznej i silne impulsy rozwojowe.

Władza delegowana

To szczebel, na którym konsultacje zostają zastępowane przez negocjacje, a podejmowane decyzje muszą uzyskać społeczną akceptację mieszkańców, których dotyczą. Często też to Obywatele są źródłem decyzji, a Władza jest ich realizatorem. Nieśmiałymi próbami takiego podejścia są Budżety Obywatelskie czy Fundusze Sołeckie… ale jak pokazuje doświadczenie i one bez zrozumienia istoty partycypacji społecznej potrafią się lokalnie degenerować.

Kontrola społeczna

To szczebel w dużym stopniu utopijny, nawiązujący do dominacji modelu demokracji bezpośredniej. Pytanie jednak, czy w czasach, gdy możliwości technologiczne i systemy komunikacji stają się coraz bardziej wyrafinowane, np. Rady Gmin będą nam ciągle niezbędne? Rada Miasta spotyka się przeciętnie raz w miesiącu. Mogę sobie wyobrazić, że do katalogu obowiązków mieszkańca, obok np. wnoszenia opłat czy składania dokumentów do ZUS, dochodzi obowiązek uczestnictwa w głosowaniu online. Skoro jesteśmy wystarczająco mądrzy, żeby wybrać ludzi, którym płacimy przez 5 lat to może jesteśmy też w stanie sami podjąć decyzję, gdzie powinien być nowy plac zabaw? Bo prawda jest taka, że spora liczba naszych przedstawicieli nie jest ani od nas mądrzejsza, ani bardziej zorientowana w sprawach miasta, a lata spędzą na podnoszeniu ręki pod dyktando liderów ugrupowań, z których startowali, nie zabierając głosu w żadnej sprawie przez cały okres kadencji.

Przed nami 5 lat rządów nowej, samorządowej ekipy. Jej ostateczny kształt tradycyjnie dokonuje się w zaciszu gabinetów i w rozmowach pomiędzy kilkunastoma osobami. Taka podobno jest polityczna tradycja.

Ale i tradycja bywa zmienna. To od nas zależy, czy damy sobie wmówić, że partycypacja społeczna to zachodnie pierdolety, a prawdziwa polityka to to, co wygenerują lokalni politycy między sobą?

+1
10
+1
1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *