Epidemia utraty znaczenia

Yuval Noah Harari w książce „21 lekcji na XXI wiek” wieszczy nowy istotny powód wykluczenia społecznego – utratę znaczenia. Wiąże ją z przyszłością, w której praca będzie przywilejem wysoko kwalifikowanych pracowników, obok których będzie żyła znaczna część populacji zbędna z punktu widzenia procesów produkcyjnych – ich role przejmie technologia i sztuczna inteligencja.

Pomijając te futurologiczne rozważania dotyczące pracy, warto zauważyć, że proces wykluczania przez utratę znaczenia już się rozpoczął. Widzę go głównie w sferze organizacji życia do starości czy utraty znaczenia całych pokoleń uzależnionych mentalnie od sytemu instytucjonalnej pomocy społecznej. To nie zdrowie, bieda czy niskie wykształcenie są bezpośrednim powodem frustracji i niepokojów wielu osób, które spotykam na swojej drodze zawodowej. Nie mam na poparcie swojego przekonania w tej sprawie badań, bo zwyczajnie nie są one prowadzone. Zakłada się, że wyklucza nas przede wszystkim status socjalny, a założenie to jest wzmacniane na scenie politycznej od prawa do lewa. Wystarczy jednak kilka, kilkanaście rozmów, żeby usłyszeć, że to nie stan majątkowy czy stan zdrowia odziera tych ludzi z poczucia godności czy poczucia sprawstwa w życiu. W większości przypadków ląduję w rozmowie w cieniu prostego oczekiwania, że ktoś się zacznie liczyć z moim zdaniem, światem wartości, że moje istnienie dla kogoś jest istotne…

Wszyscy zgadzamy się z ideą aktywnego państwa, które wspiera obywateli w ich dążeniach. W obliczu (co najmniej dyskusyjnych) efektów takich programów jak 500+, czeka nas niebawem gorąca polityczna dyskusja, czy to wsparcie ma być głównie bezpośrednim, powszechnym transferem pieniędzy, jak np. bezwarunkowy dochód podstawowy, czy stawiać na powszechność bezpłatnych usług publicznych (w tym społecznych). Osobiście opowiadam się za tym drugim rozwiązaniem, ze szczególnym uwzględnieniem edukacji i służby zdrowia. Ale niezależnie, która opcja zwycięży, wirus braku znaczenia w moim przekonaniu to najważniejsze z wyzwań, które przed nami staje.

Istotne bowiem jest to, że jest to epidemia bardzo egalitarna. Dotyka ludzi bez względu na wiek, zamożność, miejsce zamieszkania, stopień sprawności fizycznej czy intelektualnej… To, co pozwala tej epidemii się rozkręcać, to kultura społeczna, która przy deklaratywnej równości wobec prawa toleruje, a nawet pogłębia poczucie, że jest to świat, w którym egoizm jest gwarancją sukcesu, a empatia i zaangażowanie to cechy naiwnych frajerów – „życiowych harcerzyków”. Dokłada się jeszcze do tego polityka, która już zdominowała większość dyskursu społecznego. Klasa polityczna wszelkich maści marzy tylko, żeby tanim kosztem, rozdając pieniądze, mieszkania, posady itd. zyskać posłusznego „suwerena”, którego podmiotowość jest podmiotowością psa łańcuchowego, którego można poszczuć na „onych”.

Porwaliśmy społeczne więzy sąsiedztwa. Rodzina to już teraz w systemie tylko rodzice i dzieci – dziadkowie, wujostwo, kuzyni… krewni i powinowaci zniknęli z pól wzajemnej odpowiedzialności. Uwolnieni od osobistej odpowiedzialności za naturę, którą tak łatwo przerzuciliśmy na państwo, utraciliśmy kotwicę bycia cząstką wszechświata. Wyparliśmy z życia sprawy tak fundamentalne jak np. śmierć, która stała się nieestetyczną porażką służby zdrowia, mającą się dokonywać w ukryciu szpitalnych pokoi… Więc jakie znaczenie ma nasze życie, jeśli nie jesteśmy sąsiadami, członkami naszych rodzin, obywatelami mającymi wpływ na nasze życie nie tylko raz na 4-5 lat, a nawet utraciliśmy status ogniwa w łańcuchu Życia i prawo do świadomej śmierci?

Dzielę się z Wami tą refleksją nie dlatego, żeby bezradnie patrzeć na ten dość ponury obraz przyszłości, która właśnie się zaczęła. Nawołuję, żeby wielowymiarowej UTRATY ZNACZENIA nie tracić z pola widzenia, gdy bierzemy udział w młóckach politycznych. Nie wolno lekceważyć ubóstwa, barier, na które napotykają osoby z deficytami sprawności fizycznej czy intelektualnych, osób chorych itd. W moim jednak najgłębszym przekonaniu bez otwierania programów nowych ról społecznych, w których moglibyśmy się realizować, bez nowych narzędzi partycypacji społecznej i publicznej, bez modernizacji samorządu terytorialnego, innowacji społecznych otwierających nas na nowe przestrzenie życia społecznego takie jak np. kultura wirtualna, tworzenie lokalnych sieci współodpowiedzialności itp. – żadne transery materialne w dłuższej perspektywie niczego nie zmienią.

Zamierzam się z tą materią mierzyć w ramach moich aktywności zawodowych. Jeśli dla kogoś ta perspektywa jest bliska – zapraszam do kontaktu. Poza wszystkim to z mojej strony dość egoistyczne – starość idzie do mnie dużymi krokami. Nie chcę, by mi minęła bez znaczenia. Śmierć chciałbym powitać w poczuciu istotności każdego dnia, który przeżyłem.

Czego i Wam serdecznie życzę! 🙂

Skomentuj Paweł Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *