Pożar w burdelu

Znane są rzadkie przypadki gdy strażak pożarny okazuje się podpalaczem. To ludzie chorzy psychicznie, a ich choroba  nazywa się piromania. 
Wczoraj, kolejny raz podpalono Polskę. Piromani polityczni nie ustają ani na chwilę!

Zapalnikiem, smolną szczapą mogą być prawa kobiet, godność kolejnego, szmaconego zawodu, prawa których realizować nie sposób, kneblowanie wolności słowa, obrzydliwa szczująca propaganda lub inne dowolne kurewstwo, które wcześniej nie mieściło nam się w głowie. Na stos idzie Zdrowie, Kultura, Edukacja, Prawo, Sprawiedliwość, Demokracja… czy co tam kto na składzie znajdzie. 

Czyli co? Kraj szalonych piromanów politycznych?  O nie! Nic z tego – w tym szaleństwie jest METODA! A dokładniej metoda rządzenia nazywana „ZARZĄDZANIE PRZEZ POŻAR W BURDELU”! Metoda znana i uznana… choć jej skuteczność bywa często ograniczona w czasie. Jej najważniejszym celem nie jest ratowanie głośno deklarowanych wartości zagrożonych pożarem, tylko zwyczajny szaber tego co pod osłoną dymu i płomieni zwyczajnie da się ukraść. Stojącego domu zazwyczaj ukraść się nie da. Co innego, wyniesione za pazuchą, srebra rodowe. A dom? A kogo to obchodzi poza jego gospodarzami?!

Aby się to udawało potrzebne są dwie rzeczy.
Pierwsza to wmówienie maksymalnie dużej ilości ludzi tego, że TYLO „STRAŻACY” są w stanie ochronić ich gospodarstwo przed kolejnym pożarem. Żeby ich uwaga była wystarczająco odciągnięta, a strach był odpowiednio silny, podpalać trzeba często i widowiskowo.

Po drugie pozostali mniej lękliwi i gotowi do obrony własnego życia i dobytku, muszą stać biernie i nie przeszkadzać ogniowi oraz grabieży. Dla tych trzeba podpalać z zaskoczenia w najmniej oczekiwanych miejscach, także tam gdzie to kompletnie bez sensu, bo wynieść z ognia niczego się nie da. Chodzi o to aby kompletnie nie dało się planować przyszłości, żeby nikt niczego nie był pewny, żeby świat stał się nieobliczalny… Żeby ludzie zajęli się kotkami na Fejsie, żarcikami, bieganiem, wykrawaniem kawałka swojej osobistej prywatności, żeby udali się na wewnętrzną emigrację…

A przede wszystkim żeby im nie przyszło do głowy organizować się w jakąś OCHOTNICZĄ STRAŻ POŻARNĄ!  
A jeśli ruszą bezładną kupą do gaszenia szczególnie bliskiej im Wartości, to warto dolać do ognia trochę benzyny, a niektórych nawet lekko popchnąć w stronę żaru, tak żeby poparzonych było jak najwięcej – żeby reszcie odechciało się podobnych głupot.

Można zadać sobie pytania: Ale dlaczego 30-40% Polaków popiera metodę, która zagraża im samym? I co można zrobić aby ochronić swój dobytek?
Według mnie wspierający „suweren” to z grubsza cztery grupy ludzi:

Pierwsza to ludzie autentycznie przestraszeni pożarami dookoła siebie i wierzącymi, że tylko Strażacy są w stanie ich ochronić. Żeby zmienili zdanie w tej sprawie nie wystarczy obnażyć cynizm strażaka-piromana. Trzeba im jeszcze przedstawić alternatywę, panaceum na ich lęki.

Druga grupa to cyniczni gracze, którzy wspierają piromanię licząc na to że zostaną dopuszczeni do łupów z szabru. Tych trzeba wywoływać z nazwiska, tak aby pozbawić ich anonimowości i stale przypominać, że współudział będzie karany. Czynić to jednak należy bez nadmiernej wiary w skuteczność. Gdyby łajdak był zdolny do takich kalkulacji, wystarczyłoby prawo i nie byłoby potrzeby budowania tylu więzień. 

Trzecia grupa to kibice stosów. Ludzie którzy ulegają atmosferze fiesty wokół czynienia barbarzyńskiej krzywdy innym. Tych nawet rozumiem, bo sam zacieram ręce gdy Statham albo inny Stallone krzywdzi tych „złych” na ekranie. I uczciwie trzeba powiedzieć nie o złych i dobrych tu chodzi, tylko o naszych i obcych. Tu receptą jest żmudna edukacja i przypominanie jak blisko od stosu do strzechy na ich domu. Jak łatwo z gapia, przejść w rolę głównej atrakcji całopalenia.

I czwarta grupa to faktyczni społeczni piromani – użyteczni idioci „strażaków”. Tych zwyczajnie trzeba izolować na wszelkie możliwe sposoby i odbierać im narzędzia do krzywdzenia innym. 

A „strażacy”? Nieustająco odpowiadam słowami Miłosza:

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy

I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.”

Może zresztą się mylę? Może to nie plan czy metoda ale… tak jakoś samo wychodzi? Może w ogóle wszyscy siedzimy w płonącym domu wariatów? Może nie ma winnych i wszyscy będziemy ofiarami?
Może. Ale póki co ja nie zamierzam ani uciekać, ani udawać że nic się nie dzieje. Dzieje się i to także o mój dom chodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *