Grand finale! Fenomen ostatniej sceny, ostatniego zdania, ostatniego ujęcia… Pamiętacie w „Mistrzu i Małgorzacie”? Mistrz zaczynając pisać wie, że ostatnim zdaniem jego książki będzie: „…okrutny piąty prokurator Judei, jeździec Poncjusz Piłat.”
Czy faktycznie dzieła powstają pod dyktando ostatniej sceny? A może cyzelowanie ostatniego akordu to święto artysty gdy kończy proces twórczy? Pewnie i tak, i tak, i na wiele innych różnych sposobów…
Gdy idę obejrzeć nowy film z niecierpliwością czekam na ostatnią scenę. Uwielbiam szczególne te, w których obraz z muzyką tworzą nierozerwalną całość. Trwają potem we mnie te mikrodzieła, jako odrębne byty – moje wewnętrzne amulety. I jak po amulety sięgam po nie wielokrotnie, gdy chaos zdarzeń nie pozwala na jasne widzenie spraw.
Tam gdzie w kinie scenarzysta, reżyser, aktorzy, kompozytor i muzycy stawiają kropkę – we mnie zaczyna się swoisty taniec derwisza…
Wybrałem z wielu dziesięć takich filmowych kropek/amuletów. Jeśli nie oglądaliście, któregoś z tych filmów nie psujcie sobie przyjemności z dojścia samemu do tej sceny. Z wielu powodów, każdy z tych filmów jest wart obejrzenia w całości.
Nie wiem czy ktoś to w ogóle czyta, ale jeśli tak to podzielcie się swoimi ukochanymi wielkimi finałami dzieł filmowych. Chętnie się dowiem co Wam w duszy gra… a i pewnie poznam coś nowego. Było nie było – nikt nie widział wszystkiego.
Zapraszam do galerii Geniuszy Ostatniej Sceny:
Joker (2019)
Za pierwszym razem ta scena wyrwała mnie z kapci. Ten kto włożył w usta Phoenix’a TĘ piosenkę Sinatry, kto na koniec tej mrocznej opowieści nadał jej kontekst TEGO tekstu… jest GENIUSZEM opowieści!
Whiplash (2013)
Uniwersalna opowieść o Mistrzu i jego Uczniu. Piękny, prosty koniec, prostej opowieści. I do tego moja ukochana „Karawana”… Zawsze, gdy mi potrzeba uśmiechu!
Papusza (2013)
Wybitny polski film. Ostatnia scena jak fotografia tchnąca zimną przestrzenią, plus muzyka Jana Kantego Pawluśkiewicza. Jestem homo viator – dla mnie to amulet Drogi.
W kręgu miłości (2012)
UWAGA SPOJLER! Piękny film o miłości w wielu wymiarach. I o śmierci. I o pożegnaniu – może najpiękniejszym jakie widziałem w kinie… i w życiu.
Pina (2011)
Taniec Piny Bausch na ekranie w pustym kinie i fado. A potem…
Możliwe, że to najlepszy film Wima Wendersa.
Jak w niebie (2004)
Zawsze mam łzy wzruszenia w oczach. Prosta scena, w której jest tyle warstw, kontekstów, radości w obliczu nieuniknionego… Piękny film od początku do końca. Piękny.
https://youtu.be/MjywvC6Yh0o?si=Ku1QZZo5Iy1l6JTc
Amadeusz (1984)
Borze szumiący! Ileż w tym finale gorzkiego prawdy i szyderstwa z „autorytetów”. I tych dosłownie kilka nut genialnej muzyki. To mój amulet Pokory.
Koyaanisqatsi (1982)
Najważniejszy film w moim życiu. Ostatnia scena to memento. Mam wrażenie że przepowiednia zaczyna się sprawdzać… Nie znam w kinie sceny bardziej brutalnej w prawdzie.
Noce i dnie (1975)
Ten film znają pewnie wszyscy. Walc też, a scena z nenufarami stała się wręcz memiczna. A jednak to nie pierwszy raz gdy się ta muzyka pojawia w filmie ma moc. To, że staje się ona na koniec klamrą losu Barbary… genialne i poruszające. Szczególnie u progu starości. Mam i ja takie swoje muzyki wspomnień…
Grek Zorba (1964)
Film który jest praktycznie moim równolatkiem. Moim zdaniem ta scena uratowała całe pokolenia ludzi „pięknych katastrof”. Mnie też kilka razy.
THE END 🙂