Wybory Samorządowe 2018 – moje wybory negatywne

Podobno większość Polaków w wyborach nie głosuje „za”, tylko „przeciw” komuś lub czemuś. Nie mam w tej sprawie wyrobionego zdania, ale pewnie coś w tym jest. Wiem natomiast, że będę się angażował we właśnie rozpoczętą kampanię i wiem, że nie chcę uprawiać kampanii negatywnej. Jednak mam jak my wszyscy tylko jeden głos i nie chcę go zmarnować. Na dziś wybrałem już, na czyj sukces będę pracował w Bełchatowie. Nie chcę jednak bez słowa wyjaśnienia przejść nad kandydowaniem tych, którzy w pierwszej turze mojego poparcia nie dostaną.
Wszystkich wymienionych poniżej z nazwiska zapewniam, że nie odmawiam im ani dobrych intencji, ani autentycznego zaangażowania w sprawy, w które wierzą.
Zwyczajnie i po prostu – ja w nie nie wierzę. Lider jest tylko emanacją swojego środowiska politycznego i tak naprawdę o te środowiska i ich priorytety chodzi w moich ocenach najbardziej.

  Dlaczego nie będę głosował na Mariolę Czechowską ani Piotra Wysockiego…?
… ani na żadnego innego kandydata, który wywodzi się z politycznej rodziny PiS. Powody są trzy:

  • PiS może się umizgiwać teraz do ludzi w terenie ile chce, ale prawda o tym, jak traktuje on samorząd terytorialny wyziera jak przysłowiowa „dupa zza krzaka”. PiS jest partią centralistyczną i jeśli tylko będzie rządził wystarczająco długo, zaora samorząd bez mrugnięcia okiem. Idea samorządności lokalnej jest całkowicie sprzeczna z wizją państwa tej partii. W najlepszym razie samorząd dla nich to jakaś kadłubowa forma para-demokracji lokalnej, o minimalnych kompetencjach, zdana na laskę i niełaskę rządu centralnego.
  • PiS w Bełchatowie miał swoją szansę. Miał swoją Radę Miejską, swoją Prezydent Bełchatowa, swój Powiat, swojego wojewodę w Łodzi i swój rząd w Warszawie. Dany przez obywateli czas spędził na walkach frakcyjnych i na rozdawania posad swoim. Takiej samorządowej Wielkiej Smuty jak ostatnie cztery lata nie było… i chyba już nie będzie. Bo trudno o większą stagnację. Taki bezruch widziałem tylko u owadów w bursztynie.
  • Trzeci powód jest czysto osobisty. PiSowska władza wyrżnęła mi największe skupisko starych drzew w mieście. Wycinka na Placu Wolności to największa dewastacja zieleni w Bełchatowie od czasów, gdy budowano Bełchatów od nowa, na potrzeby kopalni i elektrowni w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. I możecie mi to tłumaczyć na sto sposobów – większego barbarzyństwa ekologicznego to miasto nie zna.
Dlaczego nie będę głosował na Elę Kudaj?
Elę osobiście znam i lubię od lat… mniejsza od ilu. Ostatecznie ja mogę żyć tyle lat, ale ona jest z pewnością młodsza. 🙂  To pracowity, bardzo ambitny człowiek i z pewnością społeczność, z której się wywodzi i która wybierała ją na swoją radną, ma jej wiele do zawdzięczenia. Problem jest w tym, że ten projekt polityczny w moim przekonaniu, to nie jest jej projekt. Za tą koncepcją stoi niemoc bełchatowskiej lewicy do zjednoczenia. Niemoc, nad którą bardzo boleję, mimo że ta formacja polityczna jest mi ideowo z gruntu obca. Ale nie ma nowoczesnego państwa bez lewicy. A Bełchatów bez niej trudno mi sobie w ogóle wyobrazić. Nie rozumiem tej koncepcji, uważam ją za sztuczną i bez jakiegokolwiek ideowego wyrazu. Szkoda, bo wybory samorządowe powinny być pierwszym akordem powrotu do gry ludzi, którzy mają „serce po lewej stronie”. Ta propozycja petryfikuje sytuację, w której „czerwone” w dużej części miasto brnie w „komuno-katolicyzm”, nie mając szans na realizację swoich naturalnych politycznych  aspiracji.
Dlaczego nie będę głosował na Patryka Marjana?
Bo środowisko polityczne, z którego się wywodzi kandydat, jest mi całkowicie obce. Recepty społeczne korwinistów uważam za oszukańcze. Ich ksenofobia i mizoginizm są dla mnie odpychające, a naklejkę „Nowe Pokolenie” uważam za wyjątkowo cyniczne zagranie propagandowe. Chcecie wiedzieć o czym piszę? Popatrzcie na zdjęcie tej ekipy.
A co do wyboru samego pana Patryka na prezydenta… Znacie Zenona Stanisława?  No właśnie!
Dlaczego nie będę głosował na Darka Matyśkiewicza?
Darka znam lat blisko trzydzieści i z dużym uznaniem śledzę jego karierę. To doświadczony grocholicki społecznik, urzędnik, samorządowiec… Wywodzi się ze środowiska politycznego, które bardzo cenię i z którego pochodzą moi samorządowi mentorzy jak Edward Olszewski czy Marek Chrzanowski. Wiem, że będą mieli wpływ na to, jak będzie wyglądać ta ewentualna prezydentura, co daje gwarancję przyzwoitej administracji. Jest w tym środowisku wiele rzeczy obcych mi ideowo, ale wiem, że jeśli Darek wygra, miasto będzie czyste, drogi połatane, zieleń zadbana, Dni Bełchatowa sympatyczne, a oczyszczalnia ścieków ma szansę wreszcie przestać śmierdzieć.
Ale mam też pewien fundamentalny kłopot z tym wyborem. Otóż uważam, że sytuacja od czasów poprzednich zwycięstw PLUSA się zmieniła. Czas się skończył. Bełchatów jest jak Titanic, który uderzył już w górę lodową końca węgla. Myślę, że PLUS potrafi zapewnić orkiestrę, która będzie grała nam do końca cudnego walca, będziemy jeść ze świątecznych grillów w parafialnych ogrodach, cieszyć się z nowych pomników i rekonstrukcyjnych spektakli… i coraz bardziej będziemy bliżsi katastrofy, na którą ta ekipa nie ma pomysłu.
I błagam! Nie mówcie do mnie „Złoczew”!
Dlaczego nie zagłosuję na kandydatów, o których się plotkuje, a którzy jeszcze oficjalnie nie wystartowali?
Po pierwsze dlatego że jeszcze nie wystartowali  co najlepiej świadczy o ich nastawieniu. Ale nawet gdybym mógł napisać o nich z nazwiska, to i tak te kandydatury są generalnie nie do wsparcia przeze mnie. Jedna grozi dalszą klerykalizacją samorządu terytorialnego. Ja jestem za świeckim samorządem współpracującym z wszystkimi wyznaniami na równi, a jest ich w Bełchatowie kilka. Druga to typowa sytuacja przetargowa przed przyszłymi koalicjami, a ja zwykłem serio traktować tylko tych, którzy sami się serio traktują. Nad trzecią spuszczę zasłonę milczenia, bo nie jestem astronomem, a to co słyszę to zwyczajny kosmos abstrakcji.
 
Dlaczego sam nie wystartuję w wyborach?
Nie wystartuję w tych wyborach jako kandydat na prezydenta, bo uważam się za człowieka mającego orientację i doświadczenie w sprawach społecznych: kulturze, edukacji, także do jakiegoś  stopnia pomocy społecznej czy tworzeniu relacji i atmosfery współpracy w społecznościach lokalnych. Umiem projektować rozwój w  oparciu o społeczne zasoby lokalne. Jestem kreatyny i zaangażowany. Aż tyle… ale póki co – tylko tyle.
Nie znam się i nie ciągnie mnie do politycznej technologii władzy. Nie potrafię mierzyć idei liczbą uściubionych głosów. Nie umiem strategicznie milczeć lub mówić w sposób mogący oznaczać wszystko i nic. Nie mam w sobie pokory szeregowego członka partii i nie nadaję się do stania na baczność, jesienią czy zimą, w samej marynarce, pod zupełnie obcym mi pomnikiem. Zależy mi na zmianie, zależy mi na rozwoju mojej Małej Ojczyzny, ale bardziej liczę na własną pracę i entuzjazm ludzi wokół mnie, niż meandry nieustannych politycznych gier. Pewnie mogę się tego wszystkiego nauczyć, ale już nie zdążę przed tymi wyborami… a jeszcze nie wiem czy warto?
I niestety nie stoi za mną żadna zorganizowana struktura. A to w sytuacji, gdy reguły wyborów są jakie są – sympatia i wsparcie moich przyjaciół i znajomych to za mało, aby sprostać wymaganiom świata D’Hondta czy Sainte-Laguë.
Mogę liczyć na mądrość i przychylne wsparcie wielu przyjaciół… ale tylko niewielu z nich jest gotowych mnie wesprzeć wchodząc w świat polityki. A ja nawet jeśli to uważam za błąd z ich strony, to póki co nie jestem w stanie ich masowo przekonać, że warto.
Tyle o wyborach negatywnych. Ale przecież na wybory pójdę i na kogoś oddam głos.
Dlaczego wesprę i zagłosuję na Włodka Kulińskiego? Dlaczego i Was chcę do tego przekonać? DLaczego będę Was namawiał do podjęcia trudu bycia radnym?
O tym w przyszłym tygodniu. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.