Jest w Polsce takie powiedzenie: „Pierd…lić się jak matka z łobuzem”. Czy USA właśnie zaczęły liczyć na takie wyrozumiałe traktowanie?
Na tegorocznej Konferencji Monachijskiej Marco Rubio użył metafory „dziecka Europy” mówiąc : „dla nas, Amerykanów, nasz dom może znajdować się na półkuli zachodniej, ale zawsze będziemy dzieckiem Europy”.
Po trzynastu miesiącach ignorowania naszych sojuszniczych zobowiązań, nakładaniu ceł, straszeniu zaborami, pouczaniu na temat jak mamy żyć, że o morzu zwykłago chamstwa obecnej administracji USA nie wspominając, takie słowa? Wow!
Syn kubańskich emigrantów, takich samych jak ci na których teraz poluje na ulicach „demokratycznych stanów” wszechmocne ICE , postanowił z nami zagrać w „dobrego i złego policjanta”. Wyrafinowanie zaiste w stylu hollywoodzkiego gniota.

Europejczycy wstali, poklaskali z uśmiechami, a zadowolony z siebie Rubio, myląc grzeczność z umiłowaniem, olał Ukrainę i poleciał próbować rozpieprzać Unię Europejską z Orbanem.
Ale Matka Europa, widząc jak łobuz bezwstydnie knuje z ciotką Rosją przeciwko niej, nie siedziała bezczynnie przez te ostatnie miesiące. Po pierwszym szoku i próbach dogadania się z USA, najpierw podpisała umowę handlową z Mercosur, potem położyła fundamenty pod długofalową współpracę z Indiami, opracowuje plan przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej już w 2027 roku, a wreszcie przyjęła program SAFE , który uniezależnia europejską obronność od wątpliwego wsparcia USA.
Pomniejszych i zakulisowych rozmów nie wymieniam, ale praktycznie każdy tydzień przynosi kolejne informacje: Kanada, Wielka Brytania, Japonia (i szerzej Azja z Chinami włącznie), Australia, kraje postradzieckie…
Łobuza lubi już tylko rosyjska ciotka alkoholiczka i przemocowy wuja z Izraela. Reszta światowej rodziny albo ze strachu godzi się dawać łapówki („Rada Pokoju”), albo unika typa jak może.
A może jednak matczyna miłość zwycięży wszystko? Nie sądzę.
W przypadku Europy (także Polski), wprawdzie nie brak „miłośników” obecnego amerykańskiego stylu uprawiania polityki, ale „miłość za pieniądze” (jęz. pol.: „kurestwo”) to jednak słaby fundament związku. Nieustannie mam nadzieję, że Europa zna inne wartości niż słabnący $ i gabinety pełne pozłacanych dekoracji z Temu.
Jednak rodziny się nie wybiera. Więc z cierpliwością będziemy patrzeć na amerykańskie wygłupy i liczyć po cichu, że jak łobuz odstawi prochy MAGA, to jeszcze kiedyś usiądziemy z prawdziwymi uśmiechami do jakiegoś świątecznego stołu.
Ale i my i on będziemy już w zupełnie innym miejscu, bo nasze drogi nieuchronnie się rozchodzą.
Osiemdziesiąt lat harmonijnej Rodziny Transatlantyckiej, jak krew w piach! Ale nie z naszego powodu i mimo naszych usilnych starań aby ją chronić.
Nie myślałem, że kiedyś to napiszę. Nie straszcie mnie, że nie damy sobie bez nich rady… Przykro mi jak cholera, ale wyjścia nie ma – „Yankee go home!”.
I wróćcie dopiero, jak sobie przypomnicie, że „Matka jest tylko jedna!”.