27:1 widziane z Domiechowic

Przedłużenie kadencji Donalda Tuska na fotelu Przewodniczącego Rady Europejskiej to jego osobiste zwycięstwo, ale i zwycięstwo Polski, która jest mi bliska. Polski, która upartą pracą, nauką, racjonalnym widzeniem świata i współpracą, w 25 lat dokonała rzeczy prawdziwie wielkich.
Przegrała Polska prymitywnie narodowo-katolicka i prostacko socjalna. Polska urządzana na wzór orwellowskiego Wielkiego Brata. Ale czy na pewno przegrała?

Mogłoby się tak wydawać po lekturze pierwszych i późniejszych komentarzy opisujących klęskę pisowskiej dyplomacji. Co opozycja ma  w tej kwestii do powiedzenia jest dość oczywiste. Znamienne jest jednak co piszą także w bastionach „dobrej zmiany”, takich jak wPolityce czy doRzeczy.
Ton jest wyraźny: blamaż, porażka… i po co nam to było?
I to pytanie dla mnie jest kluczowe. Jeśli za lotniskową groteską powitalną PBS, czy kabotyńskimi komentarzami o „moralnym zwycięstwie” funkcjonariuszy PiS miałoby nic nie stać, to byłby to wygłup doprawdy kosmicznych rozmiarów. Zakładam jednak, że ta prowokacja do spoliczkowania rządu RP była jednak dokonana z premedytacją.
Niestety jeśli to nie polityczny obłęd lub kuriozalna niekompetencja to wyjaśnienie racjonalne jest tylko jedno – RZĄD PIS CHCE WYPROWADZIĆ POLSKĘ Z UNII EUROPEJSKIEJ. Oświadczenia Jarosława Kaczyńskiego, że to „bzdura, oszustwo i manipulacja” tylko wzmacniają prawdopodobieństwo tej tezy!
Nawet jeśli scenariusz nie jest napisany w stylu Brexit to i tak będzie sprowadzać się do rzeczy oczywistych.
Osłabienie naszego bezpieczeństwa w regionie, kłopoty gospodarki czy marginalizacja znaczenia politycznego Polski w świecie, nasza wasalizacja wobec Rosji… są pewnym rezultatem naszego opuszczenia UE.
Ale czy te skutki są wiele znaczące dla ludzi mieszkających pod lasem w Domiechowicach tak jak ja? Czy warto sobie nimi zaprzątać głowę? Przecież to będzie rozłożone na lata!
Dla mnie osobista perspektywa odrzucenia Europy jest jeszcze bardziej dramatyczna. Rozwód z Europą wartości to powrót w Polsce państwa, które ze swoim obywatelem może zrobić bezkarnie wszystko: zniszczyć ekonomicznie, pozbawić wolności, odrzeć z godności na mocy partyjniackich klątw. Nie wierzę polskim rządom, nie wierzę polskim politykom, nie wierzę że w Polsce Temida nie podgląda gdy waży sprawiedliwość!  Nie wierzę polskim księżom i przywódcom duchowym, których wizja człowieka i jego prawa do wolnej woli jest rodem ze średniowiecza a co najmniej z XIX wieku!
Wierzę, że do tej pory robiliśmy wiele żeby się uczyć i mądrze zmieniać. Wiem ile jeszcze pracy przed nami, bo pomimo wysiłków efekty przychodzą wolno. Głosując na TAK w 2003 roku za wstąpieniem Polski do UE, nie o pieniądze mi szło. Liczyłem na kotwicę WARTOŚCI i zobowiązanie Polski że będzie ona kroczyć w ich stronę. Chciałem jako obywatel, prawa do Trybunału w Strasburgu pilnującego także moich praw człowieka. Chciałem przynależności do europejskiej wspólnoty narodów (nie państw ale NARODÓW właśnie!), która daje mi choćby za granicą opiekę europejskich placówek dyplomatycznych. Chciałem granic w Europie, które jako obywatel Polski są dla mnie niezauważalne. Chciałem wizji rozwoju opartej o patrzenie w PRZYSZŁOŚĆ, a nie ciągłym wywodzeniu „wielkości” z mniej lub bardziej chwalebnej przeszłej śmierci.
I boję się że właśnie to ma mi odebrać poruta  27:1. Grając na najbardziej prymitywnych instynktach stadnego lęku ma zniechęcić społeczeństwo polskie do Europy i wpychać nas w objęcia Rosji, a przynajmniej w jej azjatycko-europejskią  kulturę polityczną.
Moje miejsce pod lasem to obecnie także Europa. Jak łatwo wyciąć taki las, właśnie mamy możliwość obserwować. Obawiam się, że jest plan i to wcale nie dużo trudniejszy, żeby bez ruszania z miejsca przenieść mnie do Azji.

Jedna myśl w temacie “27:1 widziane z Domiechowic”

  1. „Czy była pani w ZSRR?”- pytano mojej Matki.
    – Nie- odpowiadała Mama – ZSRR był u mnie.
    Są rzeczy na które nie mamy wpływu i takie, na które wpływ mamy. Te drugie dotyczą nas samych. Jednostkowo. Osobiście. I niezaprzeczalnie.
    Tak wiec, cytując autora ksiąg pisanych ku pokrzepieniu serc, „kupą, mości panowie, kupą, kupy nikt nie ruszy.
    Trzymajmy się! W trawie Pod Lasem zawsze coś piszczy. A trawa jest wieczna jak… trawa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *