#marzeniaebe – Konwent Prezydentów

W czasie świątecznego dogorywania po szaleństwach kulinarnych, zrobiłem sobie listę marzeń o moim Bełchatowie. Uzbierało się tego kilka wątków. Zaczynam od rzeczy może nie najważniejszej i nie największej, ale dla mnie symbolicznej.
Żyje pięciu byłych i obecnych prezydentów miasta: Stanisław Wojtasik, Edward Olszewski, Tadeusz Rozpara, Marek Chrzanowski i Mariola Czechowska.

Oprócz pierwszego z nich, wszyscy wybrani w demokratycznych wyborach. Wszyscy włącznie z pierwszym z nich, cieszący się przez lata niewątpliwym autorytetem u znacznej części mieszkańców miasta. Można mieć od nich inne poglądy, można ich nawet indywidualnie po ludzku nie lubić, ale bez wątpienia przez lata byli kreatorami rozwoju miasta.
Poza panią prezydent Czechowską, miałem okazję poznać ich wszystkich. Niezależnie od moich osobistych sympatii i antypatii, mam przekonanie, że są ludźmi nietuzinkowymi. Nie znaczy to że są bez wad czy, że nie popełniali błędów. Za wszystkie zresztą przyszło im płacić i to często w sposób nieproporcjonalny do ich pomyłek. Niezależnie od tych rachunków, dla wielu mieszkańców w dalszym ciągu są niekwestionowanymi autorytetami.
Jest jeszcze inny aspekt ich pracy dla Bełchatowa. Piastując urząd Prezydenta Miasta rozwijali się także osobiście. Rosła ich wiedza, kompetencje i kontakty. Rozwijali się między innymi dzięki temu że płaciliśmy im jako podatnicy. Rozwijali się dzięki mieszkańcom, którzy obdarzyli ich zaufaniem. To była nasza wspólnotowa inwestycja. I co się działo gdy przegrywali (często nieznacznie) kolejne wybory? Spadali w polityczny niebyt, często walcząc o przetrwanie na zupełnie nieadekwatnych do ich kompetencji, miejscach pracy. Cóż. Możliwe, że tak być musi – każdy kowalem własnego losu!
Ale mnie stale prześladuje poczucie, że po latach inwestowania w tych ludzi, jakoś rozrzutnie ignorujemy ich istnienie.
Nie wiem czy to możliwe, ale marzy mi się aby któryś z kolejnych prezydentów podjął choćby próbę spotkania ich wszytkich ze sobą. Marzy mi się aby ich autorytet i wiedza o mieście, choćby symbolicznie została wykorzystana. Chciałbym żeby ich spotkania przy wspólnym stole były sygnałem dla mieszkańców, że pomimo różnic poglądów politycznych, zachowujemy ciągłość wspólnoty. Nie wiem jak odpowiedzieliby na takie zaproszenie, ale liczę że zachowaliby się godnie dając  przykład innym, że miasto nie może być traktowane jedynie jak łup, ale jak wspólne dobro, o które warto wspólnie dbać.
Nie jestem naiwny. Wiem, że przy ich temperamentach i diametralnie różnych politycznych życiorysach, nie ma mowy o wspólny podejściu do administrowania miastem. Ale czy zupełnie nierealne jest aby znaleźli wspólny język gdy chodzi o tożsamość miasta? Przecież, ktoś ich wybierał, ktoś wspierał, ktoś wraz z nimi pracował! Ci ludzie dalej żyją i stanowią o charakterze Bełchatowa. Są także sąsiadami i równoprawnymi mieszkańcami Bełchatowa.
Możecie spytać: Co w konkrecie byś im powierzył? O co byś ich chciał prosić?
Chciałbym, aby ich konwent dbał np. o pamięć o ludziach ważnych dla miasta. Społecznikach, autorytetach gospodarczych, naukowych, sportowych, kulturalnych… Chciałbym prosić aby corocznie dokonywali przeglądu środowisk, z którymi są związani i wskazywali tych którzy zasługują na odznaczenia i nagrody. Chętnie powierzyłbym im chociażby inicjatywę w zakresie poszukiwań i selekcji tych którzy zasługują na miano Honorowych Obywateli Miasta Bełchatowa. Aby wspólnie proponowali nam katalog lokalnych autorytetów, o które chociażby warto oprzeć wychowanie dzieci i młodzieży w naszym mieście.
Nie wykluczam też, że w odpowiednich warunkach byliby w stanie wznieść się ponad osobiste ambicje, organizując ciche wsparcie starań miasta w różnych decyzyjnych czy opiniotwórczych kręgach poza miastem. Może zaangażowaliby poprzez swoje osobiste kontakty w ściągnięcie do miasta osób czy organizacji mogących wspierać Bełchatów? Może tak, a może nie…
Moje marzenia zresztą nie sięgają aż tak daleko. Wystarczyłoby mi, gdyby po prosto urzędujący Prezydent Miasta zwyczajnie spróbował!  Może wbrew swojemu zapleczu politycznemu, z osobistą odwagą, poczuciem własnej wartości ale i szacunkiem dla poprzedników, wykonał gest dający nam szansę na normalność – na próbę wykorzystania potencjału, który stworzyliśmy także my, mieszkańcy.

Symbole są ważne. Każdy z żyjących Prezydentów Miasta jest żywym symbolem czasów, w których przyszło mu rządzić. Były to czasy ważne dla wielu z nas. My się starzejemy, Prezydenci przychodzą i odchodzą, a miasto trwa i wymaga impulsów do rozwoju. Jednym z nich jest poczucie tożsamości z miastem. Czy można sobie wyobrazić lepszych strażników tej tożsamości niż ci, którzy w swoim czasie za to miasto odpowiadali?
A może to tylko moje naiwne i/lub zbędne marzenie? Może zwycięscy powinni brać wszystko, a przegrani ginąć z naszego horyzontu?
Poza wszystkim – strasznie jestem ciekawy, o czym by rozmawiali na pierwszym spotkaniu Konwentu ludzie, którym na lata powierzaliśmy los naszego miasta? 😉

Jedna myśl na temat “#marzeniaebe – Konwent Prezydentów”

  1. Gratulacje.
    Świetny pomysł, jest zapewne marzeniem wielu mieszkańców Bełchatowa którym z łatwością przychodzi wznoszenie się ponad podziałami politycznymi. Liczę na to, że szybko się zrealizuje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.